Lifestyle

Moje plany na 2018 i dlaczego się nie udały

 

Środek drugiego kwartału to trochę późno, żeby dzielić się planami na ten rok. I pewnie ten wpis w ogóle by nie powstał, gdyby nie dopadł mnie kryzys twórczy. Miejmy to już za soba – moje plany na 2018 związane z blogiem nie udały się.

Moje plany na 2018

Nawaliłam, mimo że miałam motywacje i plan. A cel był taki, żeby dodawać przynajmniej jeden wpis tygodniowo, ewentualnie 4 miesięcznie. Przez dwa pierwsze miesiące plan wykonałam w 100% – co tydzień wjeżdżał świeżutki i dopieszczony tekst, a ja wykreślałam z listy pomysłów na artykuły kolejne pozycje. I tak powstała „seria kuchenna” o czarnych kuchniach i dodatkach z miedzi oraz „seria amerykańska” o budynkach, które trzeba zobaczyć w Nowym Jorku, moich ulubionych blogach wnętrzarskich zza oceanu i pomieszczeniach, które znajdziemy tylko w Ameryce.

Wszystko zaczęło się sypać w marcu, gdy zmieniłam prace zawodowa na o wiele bardziej wymagającą i moja doba skurczyła się jeszcze bardziej. Dodajmy małe dziecko, ogarnianie domu i codzienne zycie – na pasje zabrakło chwilowo czasu. Jestem usprawiedliwiona?

Kurs zaawansowany z pCon.planner

Żeby nie było tak pesymistycznie (bo dla mnie szklanka jest zwykle do polowy pełna albo przelewam wodę do mniejszej szklanki;)), wydarzyło się parę pozytywnych rzeczy, które mnie nakręcały do działania. Po pierwsze w styczniu zrobiłam jednodniowy kurs z pCon.planner, jednego z nielicznych darmowych programów do projektowania i tworzenia wizualizacji. Ponieważ miałam niewielkie doświadczenie w używaniu SketchUpa i na własną rękę nauczyłam się podstaw pCona, zgłosiłam się od razu na kurs zaawansowany i była to dobra decyzja. Poznałam bardziej zaawansowane funkcje i nauczyłam się, jak tworzyć realistyczne wizualizacje (próbkę możecie zobaczyć tutaj), chociaż najwięcej dowiedziałam się metodą prób i błędów tworząc własne projekty już po szkoleniu. Szkolenie polecam, tak jak i program – nie ma innego tak zaawansowanego darmowego oprogramowania na rynku. Minusem jest to, że nie ma wersji na Apple’a – musiałam wyciągnąć z piwnicy stary stacjonarny komputer, żeby moc korzystać z pCon.plannera.

Kurs Color Master

W lutym skończyłam 6-tygodniowy internetowy kurs „Color Master” w Collage College. O podstawowym kursie aranżacji wnętrz pisałam tutaj. Color Master skupia się na kolorach we wnętrzach i jest dedykowany dla osób bardziej zaawansowanych – zagadnienia są potraktowane bardzo dogłębnie, a zadania domowe pełne wyzwań (np. stworzenie palety kolorystycznej wybranego obrazu). Najciekawszą częścią kursu były dla mnie cotygodniowe webinary na żywo, bo niesamowicie przyjemnie słuchało się prawdziwej pasjonatki kolorów, jaką jest Olka Bartczak, twórczyni tego kursu. Uczenie się od ekspertów w swoich dziedzinach, którzy jeszcze potrafią zarazić swoją pasją, to sama przyjemność. Z niecierpliwością czekam na książkę o kolorach, którą pisze Olka.

Pod koniec lutego podjęłam szalona lekko decyzje o zmianie pracy z dnia na dzień i od marca zarządzam procesami i jakością. Nie ma to żadnego związku z wnętrzami ani Nowym Jorkiem, wiec nie warto dalej się rozwodzić 🙂

#Meetblogin2018

Last but not least, w maju jadę na #Meetblogin2018. Zgłosiłam się bez nadziei na zakwalifikowanie, bo jestem w końcu ścieżynką w blogosferze, wiec moja radość była o wiele większa, gdy się dowiedziałam, że zostałam zaproszona. To będzie moja pierwsza tego typu impreza i z niecierpliwością i ciekawością na nią czekam. Chce się dowiedzieć jak najwięcej, nawiązać kontakty z firmami wnętrzarskimi, poznać innych inspirujących blogerów i załapać motywacje, żeby kryzys znowu mnie nie dopadł. Muszę tylko logistycznie ogarnąć życie rodzinne (mąż akurat wyjeżdża na dwa tygodnie do Chin) i nadjeżdżam!