Nowy Jork Wystrój wnętrz

Moje mieszkanie w Nowym Jorku

 

Zamienię komfortowe M3 w Warszawie na śpiwór w Nowym Jorku

Pamiętacie ten dowcip z czasów PRL? Ogłoszenie w prasie: „Zamienię komfortowe M3 w Warszawie na śpiwór w Nowym Jorku”. To o mnie! Dzisiaj pokażę Wam moje mieszkanie w Nowym Jorku, zwane również przez mojego męża namiotem (bo w lecie było w nim uciążliwie gorąco, a w zimie bardzo zimno). Znalezienie własnego kąta w Nowym Jorku jest nie lada wyzwaniem i wspominam cały ten proces dosyć koszmarnie. Musiałam zrezygnować z większości wymagań i zdecydować się na miejsce, którego właściciel zaakceptuje mnie (a raczej moją pensję) i mój brak historii kredytowej, a nie na to, które najbardziej mi się podobało.

Jeśli ciekawi Was, jak znalazłam się w Nowym Jorku, zapraszam TUTAJ.

Moje mieszkanie w Nowym Jorku

Od początku przyjazdu do Nowego Jorku wiedziałam, że chcę mieszkać na Park Slope na Brooklynie. Ta dzielnica bardzo przypomina mi Europę, jest bezpieczna i w pobliżu znajduje się duży park (moim zdaniem o niebo lepszy od Central Parku). Ma jedna wadę – mieszkania tutaj są bardzo drogie i szybko okazało się, że możemy sobie pozwolić co najwyżej na kawalerkę. Moje mieszkanie urzekło mnie jasnością i ilością okien – ma ich aż 5, co jest ewenementem w Nowym Jorku. Spodobały mi się również drewniane podłogi i to, że było całkowicie odnowione i świeżo wyremontowane. Jednym słowem dostrzegłam w nim duży potencjał.

Kamienica, w której mieściło się moje mieszkanie. Widać charakterystyczne dla Nowego Jorku schody przeciwpożarowe i taras na dachu. Kamienica pochodzi z ok. 1920 r.

Przepiękna klatka schodowa

Wykusz z widokiem na 5 aleję na Brooklynie

Mieszkania na wynajem w Nowym Jorku w większości przypadków są puste, co oznaczało, że musiałam kupić wszystkie meble i wyposażenie kuchni. Nie chciałam inwestować dużo w wynajmowane przez półtora roku mieszkanie, dlatego zdecydowałam się na niedrogie amerykańskie marki i Ikeę, która w porównaniu do swoich konkurentów wypadła naprawdę dobrze, jeśli chodzi o jakość. Skoro i tak musiałam kupić wszystko, od kanapy poprzez zasłony po sztućce, starałam się, żeby wszystko ze sobą współgrało. Fascynował mnie też tzw. styl nowojorski i chciałam lekkiej odmiany po biało-szaro-srebrnym mieszkaniu w Polsce. Przekonałam się, ze urządzanie 80-metrowego apartamentu to pestka w porównaniu do aranżacji kawalerki. Tutaj znaczenie ma każdy cal przestrzeni (szybko tez musiałam się przestawić z centymetrów na cale), a wszystkie kupowane przeze mnie meble musiały przede wszystkim mieć dużo miejsca do przechowywania, być niezwykle funkcjonalne i stosunkowo niewielkie.

Rozkład i meble

Początkowo w wykuszu chciałam wstawić fotel ze stolikiem, żeby spędzać tam długie godziny z książką (a w okresie świątecznym ogromną choinkę). Wygrał jednak rozsądek i stanął tam niewielki okrągły stół z 3 krzesłami z Treshold.

Stół w odsłonie bożonarodzeniowej…

… i wielkanocnej

Amerykanie nie wyobrażają sobie mieszkania bez dużego łóżka i do salonu prędzej wstawią je niż rozkładaną kanapę. Dla mnie z kolei ważniejsze jest wygodne miejsce do siedzenia w ciągu dnia, dlatego zdecydowałam się na kanapę z funkcją spania z Ikei. Dokupiłam tylko nakładkę na materac i nie widziałam różnicy między spaniem na kanapie a w normalnym łóżku.

Naprzeciwko kanapy stanęła szafka pod telewizor z dużymi szufladami na dokumenty i drobiazgi. Ottoman z Treshold pełnił wielorakie funkcje – schowka na koce i poduszki, podnóżka i stolika kawowego. Bardzo podobał mi się ten mebel, ale jakość była bardzo kiepska.

W pewnym momencie przeniosłam biurko spod okna w pobliże kanapy.

Kolejny kompromis, na który musiałam pójść, to duża szafa z przesuwanymi lustrzanymi drzwiami. Nie znoszę takich szaf! Kojarzą mi się z korytarzami i sypialniami w stylu lat 90. Niestety garderoba ukryta za tymi drzwiami była zdecydowanie za mała, żeby pomieścić nasze ubrania, więc dodatkowe miejsce przechowywania okazało się niezbędne. Przekonałam się trochę do lustrzanych drzwi, bo bardzo powiększają optycznie przestań w niewielkim jednak mieszkaniu. Kolejnym dużym wyzwaniem było przytwierdzenie szafy do ściany, bo jest bardzo wąska i wysoka, i bez przytrzymujących śrub szybko by się przewróciła. Moje mieszkanie w Nowym Jorku znajdowało się w budynku z 1920 roku. Ściany są ze starej cegły, a na nie przyczepiono kartongips lub płyty wiórowe na stelażach, tworząc sporą przestrzeń między obiema warstwami. Wieszanie czegokolwiek na ścianie, nie mówiąc już o meblach kuchennych, oznacza montowanie dodatkowych stelaży i wzywanie fachowca. Po wielu wycieczkach do lokalnego sklepu z narzędziami w końcu udało się nam znaleźć odpowiednie śruby do tego typu ścian. Szafa trzymała pion przez półtora roku.

Zasłony

Dużym wyzwaniem okazało się znalezienie odpowiednich drążków do zasłon do okna wykuszowego (tzw. bay window). Ściany stoją pod dziwnym katem wobec siebie i ciężko byłoby zainstalować trzy oddzielne drążki, które wyglądałyby dobrze i na których zasłony dobrze by się przesuwały. Po przekopaniu prawie całego internetu, w końcu udało mi się znaleźć rozwiązanie: drążek z jedna główną częścią i odchodzącymi od niej dwoma bocznymi prętami na okna po lewej i po prawej.

Zasłony zrobione są ze specjalnego materiału wyciszającego hałas i wyciemniającego, co było ważne dla mnie, bo moje mieszkanie znajdowało się przy dość ruchliwej ulicy w Nowym Jorku. Kupiłam je z kolekcji dziecięcej w JCPenny. Zachwycił mnie wzór marokańskiej koniczyny i kolor. Obawiałam się początkowo, czy nie będą za bardzo przytłaczające (to w końcu 5 okien), ale bardzo je polubiłam.

Oświetlenie

Oświetlenie w suficie było zbyt mocne dla mnie i nie miało regulacji, dlatego ważne było dla mnie boczne oświetlenie. W mieszkaniu stanęły dwie lampy podłogowe, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Są proste ze złotymi nóżkami i białymi kloszami. Swój urok ukazują dopiero po zapaleniu, gdy podświetla się nadrukowany po wewnętrznej stronie klosza geometryczny wzór. Bardzo żałuję, że nie zabrałam ich ze sobą do Polski.

Czego nie udało mi się zrealizować

  • Okrągłe lustro na sznurku nad telewizorem
  • Obraz nad kanapą (ale to ze względu bezpieczenstwa – nie chcę ryzykować, że coś spadnie na mnie w nocy)
  • Złota konsolka, na której stanęłaby lampa stołowa
  • Złoty lub miedziany barek na kółkach
  • Stojąca szafka na książki (książki trzymałam na parapecie)
  • Krzesło Ghost przy biurku
  • Więcej ozdób na ścianach, np. mapa Stanów z odwiedzonymi miejscami
  • Myślę również, że teraz ograniczyłabym trochę wzór marokańskiej koniczyny na dodatkach

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *