Lifestyle

Czego nauczyło mnie życie za granicą

 

Pod koniec października 2015 r. spakowałam swoje życie w 3 walizki i z biletem w jedną stronę wyjechałam do Nowego Jorku. Nie było to moim marzeniem, Nowy Jork pojawił się dosyć przypadkowo. Wyjeżdżając do Stanów Zjednoczonych, wydawało mi się, że byłam dobrze przygotowana: odwiedziłam wcześniej Nowy Jork, znałam biegle język, miałam pracę, byłam przygotowana na szok kulturowy. Dzisiaj, dokładnie dwa lata po wyjeździe i 5 miesięcy po powrocie do kraju, czas na podsumowanie, czego nauczyło mnie życie za granicą. To będzie bardzo osobisty i trochę gorzki wpis.

Tęsknota za ojczyzną czy obczyzną

Pamiętam, że przed przeprowadzka za granicę wielokrotnie zastanawiałam się, jak to będzie tęsknić za Polską. Uwielbiałam czytać listy od emigrantek w serii „Polka bez granic” w „Wysokich Obcasach”. Prawie w każdym pojawiał się wątek ogromnej tęsknoty za ojczyzną, polską ziemią, łanami maków i zbóż czy swojskim jedzeniem. Nie potrafiłam sobie wtedy wyobrazić tego uczucia i… wciąż go nie znam. Mieszkając w Stanach nie tęskniłam za Polska, nie brakowało mi Polaków i nie szukałam z nimi kontaktu (oprócz oczywiście najbliższej rodziny i przyjaciół), nie tęskniłam za schabowym i bigosem (jedynie brakowało mi białego sera, ale przypisuje to ciążowym zachciankom). Może mieszkałam za granicą zbyt krótko? Może czytałam zbyt dużo polskich wiadomości? Co ciekawe, będąc teraz z powrotem w Polsce, tęsknię za Nowym Jorkiem tak bardzo, że czasami jest to fizyczny ból.

czego nauczyło mnie życie za granicą

Mój ukochany Park Slope na Brooklynie

Wszędzie dam sobie rade (albo i nie)

To zdanie często powtarza się w relacjach innych emigrantów. Ich trudności w aklimatyzacji, problemy z językiem, tęsknota za Polską i rodziną sprawiły, że nabrali hartu ducha, odwagi i przekonania, że nic ich nie zniszczy. W moim przypadku było odwrotnie – przed wyjazdem naiwnie myślałam, że świat stoi przede mną otworem, ze ciężką pracą można odnieść sukces, że w życiu może być tylko lepiej i w ogóle „sky is the limit”. Wciąż chce tak wierzyc, ale mieszkając w Nowym Jorku i widząc, jak ludzie pomimo bardzo ciężkiej pracy ledwo utrzymują się na powierzchni i tak mało potrzeba, żeby zostać bezdomnym, nabrałam większej pokory do życia. To, gdzie się urodziliśmy, sytuacja polityczna, warunki, które otrzymaliśmy w dzieciństwie bardzo determinują nasze zycie – w dobie mówców motywacyjnych i kultury sukcesu nie jest to popularne przekonanie.

czego nauczyło mnie życie za granicą

Minimalizm wymuszony

Spakuj swój dobytek do 3 walizek i przez najbliższe 1,5 roku mieszkaj w niewielkiej kawalerce z kuchnia w korytarzu, za którą będziesz płacić majątek – gdyby ktoś mi tak powiedział wcześniej, to zastanowiłabym się dwa razy nad przeprowadzką. O ile do wygody przyzwyczajamy się bardzo szybko, to zmiana w druga stronę jest bardzo bolesna, czego nauczyło mnie życie za granicą. Chcąc nie chcąc, minimalizm stał się moja filozofia życiową (nie kupie nowych butów, talerzyków czy kosmetyków, bo dosłownie nie będę miała gdzie ich trzymać), a wiesz Barańczaka „Jeżeli porcelana to wyłącznie taka” moim mottem.

czego nauczyło mnie życie za granicą

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka

Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,

Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby

Nie było przykro podnieść się i odejść;

Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,

Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,

Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć

gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki

na inna ulicę, kontynent, etap dziejowy

lub świat

 

Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?

Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?

Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy

w świecie

czuł się jak u siebie w domu?

Nowe neurony

Żeby nie było tak gorzko, dorzucę trochę pozytywów. Poznawanie nowych ludzi, mieszkanie i pracowanie w innej kulturze, możliwość doskonalenia języka to niewątpliwe plusy mieszkania za granica. Niemal każdego dnia, zwłaszcza na początku, miałam niemal fizyczne poczucie, jakby mój mózg się rozszerzał i powstawały nowe połączenia komorek nerwowych – było tak wiele nowości, które chłonęłam z ciekawością i otwartością. Starałam się nie oceniać i nie porównywać do tego, co znałam z Polski. Zauważyłam, że w Stanach byłam trochę inną osobą – bardziej otwartą na ludzi, wyluzowaną i głośniejszą, bo codzienne sytuacje to wymuszały.

czego nauczyło mnie życie za granicą

Moje przemyślenia na temat tego, czego nauczyło mnie życie za granicą, różnią się dosyć od powszechnych przekonań i doświadczeń większości emigrantów. Czemu o tym wszystkim pisze? Każdy inaczej może odczuwać to samo zdarzenie, to oczywiste. Jednak w takich stresowych i krytycznych wydarzeniach, jakim niewątpliwie jest wyprowadzka do innego kraju, poznajemy siebie: uwypuklają się nasze najlepsze i najgorsze cechy.

Bardzo jestem ciekawa Waszych doświadczeń – mieszkaliście dłużej za granica? Czego Was to nauczyło? Widzicie więcej pozytywów czy negatywów?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *